Obok najważniejszego – głównych zdjęć, nie mogę nie wspomnieć o warsztatach od kuchni…
Pierwszego dnia zapoznaliśmy się ze studyjnym sprzętem marki PROFOTO oraz BRONCOLOR. Są to topowi producenci wśród tego rodzaju sprzętu, możliwości zatem są ogromne. Obok dyskusji, mogliśmy sprawdzić charakterystykę światła z różnych końcówek, pracować z lampami generatorowymi, a nawet zrobić kilka zdjęć średnioformatowym Hasselbladem.
Dla ludzi, którzy codziennie pracują w takich warunkach to chleb powszedni ale dla hobbistów, którzy mają swoje małe studia, skok był ogromny.
Drugiego dnia odbyła się całodzienna sesja zdjęciowa. Mieliśmy do dyspozycji 3 plany zdjęciowe (na każdym planie modelka, para asystentów), praktycznie nieograniczone możliwości oświetleniowe oraz świetnych prowadzących – Emila i Pawła. Zdjęcia trwały cały dzień by każdy z uczestników mógł zrealizować swój pomysł na zdjęcie, na każdym planie. A więc do dzieła!
Sesje rozpoczął Emil, pokazując jak pracuje z ekipą, modelkami, asystentami i jak przygotowuje materiał do obróbki. Co ciekawe efekty na bieżąco są sprawdzane na komputerze, a nie na ekranie aparatu.

Na zdjęciu po prawej widać jeden z generatorów (można powiedzieć zasilacz do lampy). Generatory mają olbrzymią moc, szybkie czasy ładowania i świetną jakość (powtarzalność) błysku. Jeżeli ktoś chciałby kupić generator Broncolor (taki jak na zdjęciu) musi się przygotować na wydatek rzędu 10 000 $. Oczywiście to koszt samego generatora, bez lampy. Choć nie o pieniądze tutaj chodzi, daje to wyobrażenie o możliwościach studia. Generatorów tej klasy przygotowanych dla nas było około 12, a to zapewne mała część magazynów Makaty.
W tej branży, na najwyższym, szczeblu nie ma kompromisów – tego byliśmy uczeni. Kiedy klientem są takie firmy jak Play, TVN, Elle, Avon czy Twój Styl wszystko musi być dopracowane. Prosta sytuacja o której opowiadał Paweł – sesja reklamowa w plenerze, następuje awaria jednej lampy (tak, każdy sprzęt może się zepsuć), zawsze przygotowana jest druga zapasowa a nawet trzecia. Pojawienie się problemu, sprawna wymiana lampy, szybki powrót do zdjęć – przez klienta cały proces nawet nie zostaje zauważony. Cóż, to się nazywa naprawdę profesjonalne podejście…
Cała nasza grupa i widoczny jeden z trzech planów zdjęciowych.
A to zabawka warsztatów – sławna Broncolor Para.
W Polsce jest zaledwie kilka sztuk tej „końcówki”. Ma 3,3 metra średnicy, wymaga ogromnego statywu z wózkiem ale światło jakie daje jest rewelacyjne. W środku znajduje się lampa pierścieniowa, której odległość od powierzchni możemy regulować. Naprawdę robi wrażenie…

Na planach realizowaliśmy własne pomysły ale zawsze mogliśmy się zapytać o radę jednego z prowadzących – Pawła albo Emila. Emil Biliński to profesjonalny fotograf mody, jego zdjęcia możecie obejrzeć tutaj. Ci co oglądali ostatnią edycję Top Model, mogli widzieć Emila przy pracy, wystąpił w dziewiątym odcinku programu.
W tego typu fotografii nie chodzi tylko o wiedzę, sprzęt czy pomysły. Liczy się również umiejętność współpracy i wspólnego osiągnięcia zamierzonego efektu. Obserwując Emila przy pracy można było nauczyć się jak odpowiednio komunikować się z asystentami, modelkami, fryzjerką czy stylistką by nasz pomysł został zrealizowany. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe…
Fotograf łączy cały zespół i tak naprawdę to on odpowiada za efekt końcowy. Na warsztatach uczyliśmy się wykorzystywać dostępne możliwości i współpracować z ekipą tak by nasz pomysł by w 100% zrealizowany.
Poniżej przykładowe fotografie z dwóch planów zdjęciowych. Praca w takim studio to sama przyjemność…


Warsztaty organizowane przez SKULMAK uważam za bardzo udane i polecam każdemu, kto poważnie myśli o fotografii studyjnej. Czego się nauczyłem? Mam nadzieję, że będzie to widać w kolejnych zdjęciowych wpisach.
Pozdrawiam serdecznie!